Za nami pierwsze w tym roku szkolnym spotkanie Dyskusyjnego Klubu Filmowego. Na rozgrzewkę do omówienia wybraliśmy ekranizację dzieła mistrza horroru, Stephena Kinga. I to nie byle jaką, bo przez wielu fanów uważaną za najlepszą próbę przeniesienia na ekran prozy autora. Panie i Panowie, przed nami „Misery” w reżyserii Roba Reinera!
Nie będziemy się tu rozwodzić nad różnicami między książką a filmem, bo moglibyśmy zdradzić zbyt wiele. Oczywiście zachęcamy do sięgnięcia po oba dzieła, my tymczasem skupimy się wyłącznie na ekranizacji.
Jest to jeden z tych filmów, które swoje powodzenie opierają nie na wartkiej akcji i niesamowitych efektach. Historia jest niezwykle prosta: znany pisarz ulega ciężkiemu wypadkowi. Z rozbitego auta wyciąga go Annie Wilkes – była pielęgniarka i na dodatek „najzagorzalsza wielbicielka” naszego autora. Zdawałoby się, że został ocalony, prawda? Niestety, problem w tym, że Annie jest… no cóż, wygląda na to, że czystym złem. Wachlarz jej metod dręczenia drugiego człowieka jest naprawdę szeroki. Dla naszego pisarza, Paula, zaczyna się walka o przetrwanie.
Nie jest to jednak zwykły dreszczowiec, w którym krew leje się strumieniami. Reiner całą atmosferę filmu buduje za pomocą bardzo niewielu środków: dom na odludziu, zamknięty pokój Paula, kilka rekwizytów – i to wszystko. To, co w tym filmie najlepsze, to napięcie psychologiczne, gra, którą podejmuje Paul, aby przeżyć, no i oczywiście fantastyczne kreacje aktorskie. Kathy Bates jest tu fenomenalna!
Serdecznie polecamy zarówno film, jak i jego literacki pierwowzór!


