Co według Was jest wyznacznikiem dobrej komedii? Wartka akcja? Dynamiczne dialogi obfitujące w doskonale skrojone żarty? Dziwaczne sytuacje, które zmuszają bohaterów do niestandardowych zachowań? A może zechcecie wymienić tytuły Waszych ulubionych komedii? Takich, do których wracacie i które nawet po wielokrotnym seansie wciąż bawią Was do łez?
My mamy dla Was propozycję – komedię niemal perfekcyjną, uważaną przez krytyków za jedną z najzabawniejszych w historii kina. Kończy się ona absolutnie kultową kwestią: „Nikt nie jest doskonały”. Wiecie już, co to za film? Oczywiście mowa o „Pół żartem, pół serio” w reżyserii Billy’ego Wildera.
Swoją premierę komedia ta miała w 1959 roku i trzeba przyznać, że jak na tamten czas była niezwykle odważna. Porusza wiele kontrowersyjnych kwestii, które w ówczesnym kinie amerykańskim (głównie przez restrykcyjny kodeks Hayesa) niemal się nie pojawiały. Mamy tu cross-dressing, żarty o ewidentnym podtekście erotycznym, a nawet subtelne igranie z tematem tożsamości płciowej. Jednocześnie Wilder podaje nam to wszystko w niezmiernie apetycznej i lekkiej formie.
Akcja filmu przenosi nas do roku 1929 – w lata prohibicji i brutalnych porachunków gangów, ale też w czasy kabaretów, burleski i szalonych zabaw w rytmie swingu. Twórcy znakomicie oddali klimat tamtej epoki, zarówno poprzez muzykę i kostiumy, jak i decyzję o nakręceniu filmu w czerni i bieli.
Ale zgodzicie się chyba, że to nie tylko zabiegi techniczne zadecydowały o randze tego dzieła. „Pół żartem, pół serio” to przede wszystkim fantastyczny scenariusz i doskonała gra aktorska – z Marilyn Monroe, Jackiem Lemmonem i Tonym Curtisem na czele. Lemmon jako Daphne to kreacja wybitna – to, jak aktor odnalazł się w tej roli i jak ją „sprzedał” widzom, jest czymś wyjątkowym. Równie zachwycająca jest absolutna ikona lat 50., Marilyn Monroe. Pomimo wielu problemów na planie, spóźnień i licznych dubli, udało jej się stworzyć postać niezwykle przekonującą – słodką i naiwną, a jednocześnie świadomą swoich pragnień i zdeterminowaną w dążeniu do szczęścia.
O „scenach-perełkach” nie będziemy Wam opowiadać, by nie psuć zabawy, ale wierzcie nam – nie powstrzymacie się od wybuchów śmiechu. Co tu dużo mówić: „Pół żartem, pół serio” to film, który po prostu trzeba znać. Dobra zabawa gwarantowana!



