Lektura niektórych książek przypomina spacer po prostej, równej drodze w piękny, słoneczny dzień. Wyobrażacie to sobie? Łagodny wietrzyk, zieleń traw, błękitne niebo, śpiew ptaków oraz zapach ziół i kwiatów. Przyjemnie, prawda?
Ale są też książki takie, których lektura przypomina zdobywanie wysokiej góry. Nadal mamy okazję podziwiać piękne widoki, ale jest to okupione znacznym wysiłkiem. A teraz wyobraźcie sobie zdobywanie ośmiotysięcznika: przeraźliwy chłód, wiatr o sile zdolnej zepchnąć nas w przepaść i wszechogarniająca, zdradliwa biel. Każdy kolejny krok to walka z samym sobą — walka z bólem, zmęczeniem, walka o każdy oddech. Mało komfortowe, czyż nie?
Co czujemy, kiedy stajemy na szczycie? Mamy wtedy obraz całej naszej przeprawy. Widzimy wszystkie jej trudy i czujemy je w sobie aż nazbyt wyraźnie. Nie da się jednak ukryć, że zdobycie szczytu daje ogromną satysfakcję.
Za nami jedna z książek, która zdecydowanie nie była przyjemnym spacerkiem po zielonej dolinie. Oj tak, Kochani! Możemy śmiało powiedzieć, że odbyliśmy trudną, wysokogórską wyprawę. Bohaterką ostatniego spotkania Dyskusyjnego Klubu Książki była bowiem, nagrodzona Międzynarodowym Bookerem, powieść Marieke Lucas Rijneveld „Niepokój przychodzi o zmierzchu”.
Jest to historia rodziny pogrążonej w żałobie, w której każdy z jej członków coraz bardziej zatraca się w przeżywanej stracie. To historia dzieci, które muszą zmagać się z emocjonalną pustką, z brakiem ciepła, czułości i zwyczajnej rodzicielskiej troski. Nie ma tu wspólnego przepracowywania śmierci, nie ma rozmów, nie ma wspominania — nie można nawet głośno wypowiedzieć imienia utraconego brata.
Bardzo ważną rolę w powieści odgrywa religia. Nie niesie ona jednak pocieszenia, nie daje nadziei i nie jest czynnikiem jednoczącym. Staje się więzieniem, klatką, z której nie ma ucieczki.
Powiemy wprost: za nami niezmiernie trudne doświadczenie lekturowe. „Niepokój przychodzi o zmierzchu” to książka trudna, momentami odpychająca, wywołująca dreszcze obrzydzenia i niepokoju. Doczytanie jej do końca wymaga nie lada wysiłku i samozaparcia. To nie jest powieść na przyjemny wieczór pod kocykiem i zdecydowanie nie jest to rzecz dla każdego! Tak, to niemal pewne, że będzie Wam z nią niewygodnie, że będziecie czuli dyskomfort, że nie raz i nie dwa będziecie chcieli ją odłożyć i nigdy więcej nie wziąć do ręki.
Czy zatem warto? Wydaje nam się, że mimo wszystko tak. Literacko jest to bowiem rzecz znakomita, dopracowana w każdym szczególe. Pozostawia czytelnika z ogromem wrażeń i emocji. Stanowczo nie będzie to lektura, która łatwo da o sobie zapomnieć.
W tym jednak wypadku nie możemy książki polecić każdemu. Jeśli czujecie się na siłach, aby podjąć to wyzwanie — zachęcamy i trzymamy kciuki! A jak przeczytacie, dajcie nam koniecznie znać! Jesteśmy niezmiernie ciekawi Waszych odczuć!



